Już po raz kolejny z rzędu wyprawa polskich uczniów do Merewade College w Holandii rozpoczęła się od oczekiwania na opóźniony autobus linii Eurolines. Kiedy już złożyliśmy swoje bagaże i usadowiliśmy się (niezbyt) wygodnie w swoich miejscach, rozpoczęła się pełna śmiechu podróż. Trzeba przyznać, że reszta pasażerów zapewne odczuła ulgę, kiedy mogła wysiąść i pozbyć się naszego głośnego towarzystwa. Mimo początkowego opóźnienia, do Rotterdamu dotarliśmy wcześniej, niż było to zaplanowane. Rozeszliśmy się więc, aby rozejrzeć się po okolicy, jednak po niedługim czasie otrzymaliśmy wiadomość, że transport z Gorinchem już na nas czeka. Większość uczniów wsiadło do vanów, jednakże, ku uciesze dwóch uczniów, zabrakło miejsca i "zmuszeni" byli do przejażdżki lśniącym Jaguarem wraz z nauczycielem języka holenderskiego. Po dotarciu do szkoły zostaliśmy poczęstowani gorącą czekoladą i powoli zaczęliśmy się rozchodzić, odbierani przez nasze - jak to miało się jeszcze okazać - nowe holenderskie rodziny.
WEEKEND
 Resztę soboty i całą niedzielę spędziliśmy z holenderskimi rodzinami, poznając bliżej okolice, rozmawiając z nowymi przyjaciółmi i wypoczywając po nieprzespanej podróży.  Część z nas została oprowadzona po uroczym miasteczku Gorinchem, w którym mieliśmy mieszkać przez najbliższy tydzień, część wybrała się do okolicznych dużych miast, część oglądała wiatraki zabezpieczające Holandię przed zalaniem, a część dotarła nawet nad morze i zwiedziła miasto będące siedzibą rządu i królowej - Hagę.
___ 
PONIEDZIAŁEK
Tydzień rozpoczęliśmy od wizyty w Merewade College. Hiszpanie, Holendrzy i Polacy biorący udział w wymianie zebrali się w dużej sali gimnastycznej, specjalnie na tą okazję przystrojonej flagami państw europejskich. Po małym zamieszaniu związanym z doborem miejsc siedzących, wysłuchaliśmy paru słów na temat holenderskiego systemu edukacji. Następnie zajęliśmy się przygotowaniem warsztatów tematycznych na środę.
Po zjedzeniu smacznego posiłku zostaliśmy podzieleni na grupy i oprowadzeni po szkole przez naszych holendrów. Bez wątpienia wszyscy byliśmy pod wrażeniem wyposażenia i trybu zajęć, jakie oferowała szkoła. Uczniowie uczą się w czystych, oszklonych salach. Mają do dyspozycji dwie sale gimnastyczne, boisko, sale teatralną, pracownię plastyczną i techniczną, oraz - co chyba najbardziej nas zaciekawiło - otwarte centrum komputerowe połączone z biblioteką, w którym mieściło się około stu stanowisk komputerowych. Po pełnym wrażeń dniu w szkole wciąż nie brakowało nam siły do zabawy i wieczór spędziliśmy bawiąc się w centrum spokojnego (aż do naszego przyjazdu, kiedy to pokazaliśmy "tubylcom" słowiańskiego ducha) Gorinchem.
WTOREK

We wtorek grupa z Polski i Hiszpanii wybrała się na wycieczkę do fabryki sera i zapory w Zeeland. Szczerze mówiąc, podczas wizyty na farmie, będąc oprowadzanymi przez obory, gdzie znajdowały się krowy, pomieszczenia, gdzie produkowany i magazynowany był ser, większość z nas, zapewne za sprawą charakterystycznych zapachów unoszących się w powietrzu, marzyła o powrocie do autokaru. Niektórzy zrezygnowali nawet z degustacji tamtejszych serów, nie mówiąc już o ich zakupie. W drodze do tzw. Delta Works - ogromnej zapory chroniącej Holandię przed zalaniem - podziwialiśmy pola otoczone wodą oraz dziesiątki wiatraków na nich umieszczonych. Kiedy w końcu dotarliśmy do celu naszej podróży, ujrzeliśmy ogromną, imponującą konstrukcję, widoczną nawet z kosmosu. Po krótkim spacerze wzdłuż zapory i zrobieniu wielu zdjęć wróciliśmy do autokaru, a po powrocie zwyczajowo zwieńczyliśmy dzień wieczornym wypadem na miasto.
____
ŚRODA
Kolejny dzień wymiany - drugi dzień w szkole. Nie przejmując się zbytnio niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, rozpoczęliśmy od zajęć sportowych. Konkurencje były zabawne i mieliśmy niezły ubaw skacząc w workach czy chodząc w ogromnych chodakach. Niestety, pogoda okazała się bezlitosna i wszyscy uciekliśmy do budynku przed lejącym jak z cebra deszczem, a zajęcia sportowe zostały odwołane. Resztę czasu, która miała być przeznaczona na owe zajęcia, spędziliśmy na stołówce, rozmawiając z holenderskimi uczniami, słuchając tamtejszej muzyki.

Nadszedł w końcu czas warsztatów tematycznych. Część uczniów przygotowała się na nie już pierwszego dnia, a część spotkał duży zawód, ponieważ przygotowali prezentacje komputerowe, lecz - z powodu deszczu - komputerów do sal nie można było przenieść! Na szczęście wszyscy jakoś poradzili sobie z tym problemem, po prostu improwizując, przynosząc przy tym publice mnóstwo radości i nagłych napadów śmiechu. Po wyjściu ze szkoły mieliśmy sporo czasu przed rozpoczęciem się wyczekiwanego barbeque. Polska grupa spędziła ten czas w mieszczącym się parę kroków od szkoły domu holenderki. Kiedy nadszedł czas powrotu na teren szkoły, garstka polaków i holendrów, która przybyła jako pierwsza, została na chwilę zwerbowana do pomocy przy rozpaleniu grilla. Następnie nadszedł czas pałaszowania przepysznych pieczeni. Z ciężkim żalem obserwowaliśmy jak uginający się pod ciężarem potraw długi stół powoli pustoszeje. Po tym przepysznym posiłku w miłej atmosferze wyszliśmy na miasto z myślą, że to nasz ostatni nocny wypad w czasie tej wymiany.
CZWARTEK
Nadszedł czas wycieczki, która dla wielu była gwoździem programu. Amsterdam - miasto malowniczych kanałów wodnych, starych rowerów i nowych, drogich aut, malowniczych ulic, gdzie na każdym kroku widać było to, z czego słynie Amsterdam, a nawet cała Holandia. Konsekwentna postępowość z zachowaniem umiaru, tolerancja, otwartość, oraz (to odnosi się głównie do samego Amsterdamu) - świetna zabawa.  Zwiedzanie tego niezwykłego miasta rozpoczęliśmy od wycieczki wodnym promem przez kanały wodne. Wszyscy byli tak zachwyceni widokami za oknem, że mało kto słuchał dopływającego z głośników głosu polskiej lektorki, opowiadającej o historii miasta. Później wizyta w dwóch muzeach - Rijksmuseum z dziełami Rembrandta oraz muzeum Van Gogha. Następnie krótka wycieczka piesza po Amsterdamie pod przewodnictwem jednego z nauczycieli, aż w końcu to, na co wszyscy czekali - czas wolny! Wszystkich ogarnął szał zakupów. Wszyscy żałowali, że w Amsterdamie spędziliśmy jedynie jeden dzień, zamiast tygodnia. Obciążeni rozmaitymi pamiątkami i ciuchami z wielkim żalem powróciliśmy do autobusu. Po drodze spotkaliśmy jeszcze rastamana grającego na ciekawym instrumencie. Rzuciliśmy mu parę centów, a on z uśmiechem zaprosił nas na imprezę. Niestety, musieliśmy odmówić, ale w zamian za to postanowiliśmy - mimo zmęczenia - spędzić ostatnią noc na mieście, w zwyczajowym miejscu. Nasi holenderscy przyjaciele, którzy w czasie naszych wycieczek chodzili do szkoły,
przyjęli to ze zrozumieniem i towarzyszyli nam wytrwale.
___
Z wiadomych powodów był to najsmutniejszy dzień wymiany. Po raz kolejny spotkaliśmy się rankiem przed szkołą, aby udać się na wycieczkę do pobliskiego zamku Loevenstein. Na miejscu usłyszeliśmy nieco o ciekawej historii zamku i o realiach życia jego mieszkańców. Pogoda - jak na złość - dopiero tego dnia była słoneczna, tak więc zrzuciliśmy swoje kurtki i po krótkiej wizycie z małym miasteczku leżącym przy zamku część z nas ruszyła do centrum Gorinchem na ostatnie zakupy, a część spędziła swoje ostatnie godziny w domach na rozmowy z rodzinami, z którymi wszyscy niewątpliwie się zżyliśmy.
Po południu nadszedł ten smutny dla wszystkich moment wyjazdu polskich uczniów i nauczycieli. Było dużo płaczu, uścisków i uśmiechów na myśl, że już w marcu ponownie się spotkamy, tym razem w Polsce!
|